Wielojęzyczność w rodzinie
dostępne języki: enitpl

Informację o Waszym blogu przekazała mi moja koleżanka Magda Słysz.  Z zainteresowaniem przeczytałam większą część wpisów.  Fajny i chyba (przynajmniej w moim mniemaniu, bo nie spotkałam się jeszcze z podobną tematyką blogu) oryginalny pomysł i ładna, przejrzysta strona.

Z racji wykształcenia (filologia angielska) oraz układów rodzinnych (mąż Holender)  oraz prawdziwie trzyjęzyczne dzieci (angielski, holenderski, polski), wielojęzyczność jest moim chlebem powszednim, przedmiotem nieustającego zainteresowania i, prawdę powiedziawszy, regularnych zmagań…

Chętnie nawiązałabym kontakt i wymieniła uwagi z osobami zainteresowanymi tematyką wielojęzyczności w rodzinie, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci, choć nie tylko.

Sama posługuję się językiem angielskim, holenderskim i polskim.

Magda van der Kroft-Golka

Komentarze
  • hania&salvo pisze:

    Zdecydowanie porozmawiajmy na zaproponowany przez Magdę temat! Jesteśmy przekonani, ba – wiemy, że dwu- a nawet trójjęzycznych rodzin w naszym otoczeniu jest bardzo wiele. Zapraszamy do rozmowy wszystkich, których łączy podobna sytuacja, mają podobne doświadczenia, refleksje, a może i zawodowo zajmują się zjawiskiem wielojęzyczności w rodzinie. Na dobry początek proponujemy spotkanie na łamach naszego bloga, z nadzieją, że niebawem uda się kontynuować ten wątek w poza-wirtualnej rzeczywistości.
    Hanna Szulczewska i Salvatore De Bello

  • hania&salvo pisze:

    Certamente parliamone! Siamo convinti, perché lo sappiamo, che ci sono molte famiglie bilingue e addirittura trilingue tra gli autori ed i lettori del nostro blog. Rivolgiamo un invito a partecipare alla conversazione, tutti coloro che hanno una situazione o esperienze simili, un’opinione da condividere, e forse per lavoro si occupano del fenomeno del multilinguismo in famiglia. Per cominciare bene, proponiamo un incontro sulle pagine del nostro blog, con la speranza che al più presto si riesca a continuare questa discussione nella realtà “non virtuale”.
    Hanna Szulczewska e Salvatore De Bello

  • Magda Słysz pisze:

    Ja sama nie mam dzieci i generalnie ta tematyka jest mi obca, ale zawsze mi się wydawało, że wielojęzyczność to atut, daje dzieciom przewagę, zwiększa ich szanse na przyszłość. Na czym więc polegają związane z nią problemy? Wiem, że córka Magdy osiąga sukcesy w olimpiadzie anglistycznej…
    PS Czy jest różnica między językiem holenderskim a niderlandzkim, a jeśli tak, to jaka?

  • Hanna Szulczewska / Salvatore De Bello pisze:

    The topic proposed by Magda is very interesting indeed! If we just look around, there are a lot of bi- or even trilingual families. It would be great to hear from those of you who are in a similar situation, share the same experience or from those who are professionally involved in the problem. To start, we offer the pages of our blog for you to have a chat, hoping that it will soon be possible to continue this conversation somewhere else, in a non-virtual reality.

  • Marek Mackiewicz pisze:

    Wraz z żoną tworzymy 3-językowy dom (żona pochodzi z Salvadoru i mówi po hiszpańsku i angielsku), ja po hiszpańsku nie mówię – porozumiewamy się po angielsku (jestem po filologi angielskiej). Spodziewamy się dziecka. Mam pytanie: czy dziecko może nauczyć się tych języków,jeżeli żona będzie zwracała się do dziecka tylko po hiszpańsku, ja po angielsku, a całe środowisko z dziadkami po polsku (oczywiście mieszkamy w Polsce)? Czy moje rozumowanie jest poprawne? Jakie błędy możemy popełnić? Dziękuję za odpowiedź/rady. Pozdrawiam i gratuluje świetnego bloga:)

  • Hanna pisze:

    Dziękujemy za kontakt i cieszymy się, że zainteresował Pana nasz blog i temat wielojęzyczności. Problem, o który Pan pyta nie jest wcale taki prosty – na pewno nie ma tu gotowych rozwiązań. Poprosiliśmy kilka osób, które mają podobną sytuację rodzinną i już odchowane dzieci (które mówią płynnie w językach swoich rodziców), aby podzieliły się z swoimi doświadczeniami. Prosimy nas odwiedzać, wkrótce zamieścimy ich komentarze.

  • Salvatore pisze:

    Mam na imię Salvatore, jestem jednym z autorów bloga. Bardzo dziękuję za komentarz. Odpowiedź na Pana pytanie nie jest łatwa, tak jak niełatwa jest rola rodziców, a w szczególności w rodzinie wielojęzycznej.
    Podzielę sie krótko moimi doświadczeniami. Jestem Włochem, moja żona jest Polką, a nasza córka Joanna urodziła sie w Rzymie. Przenieśliśmy się do Polski kiedy córka ukończyła cztery lata. Od samego początku moja żona mówi do niej po polsku, ja po włosku. Mieszkając we Włoszech Joanna na pewno mówiła z większą swobodą po włosku. Teraz jednak, będąc w Polsce i ucząc się w polskich szkołach, język polski jest dla niej zdecydowanie łatwiejszy i mówiąc szczerze niechętnie porozumiewa sie po włosku. Rozumie go oczywiście bardzo dobrze. Staram się codziennie wspólnie oglądać programy w telewizji włoskiej. Wielu czytelników bloga ma podobna sytuację rodziny wielojęzycznej. Zapraszamy do podzielenia się własnymi spostrzeżeniami.

  • Magda van der Kroft-Golka pisze:

    Z moich obserwacji wielojęzycznych rodzin wynikają następujące rzeczy:

    1. Ponieważ język jest narzędziem służącym do porozumiewania się, intuicyjnie korzystamy z niego tak, by było nam jak najwygodniej i najszybciej przekazać to, co mamy do powiedzenia. W szczególności dotyczy to życia rodzinnego czy grupy np. szkolnej. Dzieci wybierają ten język, którym posługuje się ich otoczenie najczęściej. Wymaga więc dużego samozaparcia i dyscypliny uczenie dziecka własnego języka w sytuacji, gdy jest się jedyną osobą nim mówiącą (mama z Salvadoru).
    Moja rodzina była w podobnej sytuacji jak państwo Mackiewiczowie, ponieważ dzieci urodziły się w Holandii i na początku z polskim miały kontakt wyłącznie dzięki mnie (Tu muszę nadmienić, że mój mąż mówi świetnie po polsku, ale wybrał holenderski do rozmów z dziećmi, jako bardziej naturalny dla siebie.). Holenderski szybko stał się dominującym językiem w przypadku (starszej) córki. Moje wysiłki by konsekwentnie zwracać się do niej w moim języku i nie reagować na jej pytania po holendersku przydały się o tyle, że język polski rozumiała od zawsze i szybko mogła zacząć go uaktywniać, gdy przeprowadziliśmy się do Polski.
    Zatem moja porada jest taka, że warto konsekwentnie próbować uczyć swe dziecko własnego języka, bo przecież w nim najpełniej wyrażamy swe uczucia, tak jak robili to nasi rodzice w stosunku do nas. Nie spodziewajmy się jednak cudów – językiem dominującym będzie język otoczenia, szkoły, miejsca zamieszkania.

    2. Spotkałam sporo rodzin polsko-holenderskich mieszkających w Polsce a porozumiewających się ze sobą trzecim językiem, czyli angielskim. Wraz z pojawieniem się dzieci rodziny te mają często dylemat: czy uczyć dziecko holenderskiego czy też nie. Sytuację komplikuje nieuchronnie fakt, że z czasem, gdy treści omawiane, dajmy na to, przy wspólnym stole, stają się bardziej konkretne, pojawia się konieczność tłumaczenia ich dla członka rodziny niewładającego językiem partnera i dziecka. Jest to często ten moment, kiedy rodziny poddają się i zapominają o języku najmniej obecnym w ich otoczeniu, w tym przypadku holenderskim.

    3. Znajomość języka małżonka/ki zwiększa szanse na wielojęzyczność u dzieci 🙂

    4. Na potwierdzenie obserwacji, że językiem dominującym jest język szkoły i otoczenia dodam, że moje dzieci do dzisiaj najchętniej rozmawiają (między sobą) i czytają po angielsku, który był językiem ich otoczenia i pierwszych doświadczeń szkolnych, gdy mieszkaliśmy w U.S.A. Kilka kolejnych lat w szkołach międzynarodowych po opuszczeniu Stanów utrwaliło ten stan rzeczy. Choć dzieci już od kilku lat chodzą do polskiej szkoły, nadal rozmawiają ze sobą w tym języku.

    5. Nie mieszajcie języków, bo dzieci nie nauczą się żadnego porządnie! Konsekwentnie używajcie swojego pierwszego języka i nie dajcie się pokusie pójścia na łatwiznę.

    Podkreślam, że temat jest jak rzeka: wiele wątków, wiele mielizn. Mam nadzieję, że mój przydługi wywód pomoże odpowiedzieć na więcej pytań niż ich zrodzi :). Powodzenia!

  • Katarzyna Pluta pisze:

    Witam, właśnie znalazłam ten blog wpisując: wielojęzyczność w rodzinie, w wyszukiwarce. Chętnie nawiązałabym kontakt z Panią Magdą van der Kroft-Golką. Mam kilka pytań dotyczących wdrażania trzeciego języka do codzienności dziecka. Jestem Polką, mój mąż jest z Kosowa, a mieszkamy w Irlandii, Synek ma 2,5 roku. Chodzi do Polskiego przedszkola, gdzie świetnie sobie radzi. Ja mówię do niego tylko po polsku a mąż po albańsku. Mały rozumie nas oboje jednakowo. Polski jest troszkę bardziej dominujący, aczkolwiek czasem wybiera sobie słowa łatwiejsze dla niego z obu jezykow. Ja i mąż porozumiewamy sie głównie po angielsku. Żadne z nas nie zna płynnie języka drugiego. Zastanawiam się jednak, kiedy zacząć wprowadzać synowi język angielski?
    Pozdrawiam

  • hania&salvo pisze:

    Dziękujemy za kontakt. Czy możemy Panią prosić o powtórny kontakt z nami z zakładki „Napisz do nas” lub o podanie adresu email? Wówczas skontaktujemy Panią bezpośrednio z Magdą, autorką interesującego Panią wpisu. Pozdrawiamy.

  • Magda van der Kroft-Golka pisze:

    Witam Panią,
    z góry zaznaczam, że moje odpowiedzi są intuicyjne i wynikają z obserwacji tego, co sprawdza się (a co nie) w rodzinach takich jak moja.
    Rozumiem, że rodzinna sytuacja Pani jest niemal identyczna jak nasza, gdy wraz z mężem Holendrem i dwójką dzieci „wylądowaliśmy” w U.S.A. Jedyna różnica, choć istotna, to taka, że synek Państwa chodzi do polskiego przedszkola i nie ma kontaktu z rówieśnikami anglojęzycznymi, czy tak? (i jeszcze taka, że my z mężem dobrze znaliśmy wzajemnie swoje języki). Jeśli rzeczywiście nie ma kontaktu z angielskim, może warto byłoby pokusić się o stworzenie takich sytuacji, które by umożliwiły dziecku styczność z lokalnymi dziećmi. Mam tu na myśli nie formalną naukę z udziałem nauczyciela, ale raczej wspólną zabawę. Małe dzieci nie mają takich zahamowań jak dorośli i, w sprzyjających okolicznościach, będą chciały się ze sobą „dogadać” w sprawie zielonej łopatki czy tej naprawdę fajnej piłki.
    Skoro Państwa językiem używanym w rodzinie jest angielski, w dodatku w otoczeniu anglojezycznym, myślę, że nie ma obawy, że dziecko tego języka się nie nauczy. Z czasem będzie chciało brać udział w rozmowie rodziców, a Państwo nie będą mieli cierpliwości i czasu tłumaczyć coraz bardziej zawiłych tematów na użytek partnera czy rodziny. Podejrzewam, że wtedy właśnie, któryś z języków stanie się tym dominującym (angielski?) a pozostałe będą bardziej lub mniej aktywne. Być może będzie to dobry moment na rozpoczęcie pracy nad tymi językami, tak by nie zanikły i miały szansę rozwijać się stosownie do wieku dziecka.
    Życzę Państwu wytrwałości, ale i wiele radości na styku kultur i języków.

    Magda van der Kroft-Golka

  • Katarzyna Pluta pisze:

    Dziekuje serdecznie Pani Magdo za odpowiedz. Chodzilo mi jednak bardziej o to czy nie poczekac jeszcze troche z wprowadzeniem synkowi jezyka angielskiego. Mysle, ze slyszac go w trakcie rozmow moich z mezem oraz w zewnetrznym otoczeniu predzej czy pozniej sie go nauczy. Ale nie chcialabym zaniedbac tez naszych jezykow ojczystych. Zalezy mi aby plynnie nauczyl sie mowic w jezyku polskim i albanskim. Dlatego tez nie jestem pewna jaki wiek jest odpowiedni na wprowadzenie trzeciego jezyka i czy w ogole jest taka granica.

  • Dodaj Komentarz

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives