Walec wyrówna, czyli o tym, że warto mieć cel, aby skutecznie uczyć się języków obcych
dostępne języki:

„Budowaliśmy z kumplami coś płaskiego, jakby drogę, a że praca była ostra i częściowo za darmochę, droga wyszła całkiem prosta, tylko wyboista trochę …”

Akcja toczy się oczywiście w czasach słusznie minionych, w których żyło się, pracowało, bawiło niby tak samo, ale w istocie wszystko było inaczej. Taka na przykład nauka języka obcego – to był prawdziwy life-long learning! Uczyliśmy się, dajmy na to angielskiego, przez lata szkoły podstawowej, w liceum, potem na lektoratach, prywatnych korepetycjach, by – wydostawszy się na chwilę za granicę – stwierdzić, że nijak mają się nasze wykute na blachę czasowniki nieregularne, czy wyuczone bez kontekstu słówka do językowej rzeczywistości, w której nie potrafimy sobie poradzić w najprostszych sytuacjach.

„Lecz świeciła nam myśl główna, którą tak by ujął tu: przyjdzie walec i wyrówna …”

Rzecz jednak w tym, że wtedy raczej nic (może oprócz prawdziwego zamiłowania do języków) nam nie przyświecało. Bo też i nie bardzo mogło. Nauka nie miała wymiernego celu. Nie uczyliśmy się w kategoriach umiejętności (skills), takich jak mówienie, rozumienie tekstu lub rozumienie ze słuchu. Tym bardziej nie stosowano podejścia „can do” – co potrafię „zrobić” w języku obcym (wyrazić opinię, przekonać rozmówcę, kupić bilet kolejowy na właściwy dzień i godzinę!). Do dziś nie wiem, ile przepłaciłam nie mogąc zrozumieć ceny za kupiony na londyńskiej ulicy kilogram jabłek. Na wszelki wypadek podałam „szekspirowskiemu” sprzedawcy dziesięciofuntowy banknot. Reszty nie dostałam… A było to po II roku anglistyki … Jednym słowem, ówczesny “life-long learning” to raczej „a never-ending story”.

Na dzisiaj proponuję więc trochę anglosaskiego pragmatyzmu w podejściu do nauki języka obcego. Zawiera się on w odpowiedzi na proste pytania:

– po co się uczę ? – a więc co jest moim celem: certyfikat językowy, wystąpienie na międzynarodowej konferencji, a może chcę się uczyć dla własnej przyjemności i poszerzania horyzontów (to wspaniały cel!)

– jakim czasem dysponuję ? – konferencja już za miesiąc a egzamin dopiero za dwa lata …

– jak się najlepiej uczę ? – w grupie, a może jestem doskonałym samoukiem …

Odpowiedź na powyższe pytania to pierwszy krok. Następny wiąże się z pewnymi strategiami, o których powiem w kolejnych odcinkach tego wątku. Jeżeli nie spotkaliście się jeszcze z takimi „narzędziami” jak skala opisu kształcenia językowego, wspomniane „can do”, językowe portfolio, paszport językowy czy własna językowa biografia – poczytajcie …

Hanna Szulczewska

PS. Cytaty wzięłam oczywiście z Wojciecha Młynarskiego. A może wiecie, jakie zdanie o celu nauki angielskiego miał Jan Himilsbach?

Komentarze
  • […] lata były to jedyne  o s i ą g a l n e  poziomy kompetencji w języku obcym. Co więcej – jak wcześniej pisałam – dążyliśmy do nich przez całe nasze szkolne i akademickie życie, czyniąc z nauki języka […]

  • […] polecamy na wakacje lekturę kilku wcześniejszych postów na ten temat, poczynając choćby od Walec wyrówna … by nie zboczyć z dobrze obranego kierunku. No i życzymy, by nasz avion à destination New […]

  • Dodaj Komentarz

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives