Tłumacz psycholog
dostępne języki: pl

Pamiętam, jak w czasach niestety minionych (a to były czasy!) współpracowałam z Najlepszym Biurem Tłumaczeń na Świecie. Dziś mogę je tak bez obaw nazwać, bo moja reklama na pewno nie odbierze klientów innym biurom. Po pierwsze dlatego, że to miejsce już nie istnieje. Po drugie – wszystkie zalety, dzięki którym było ono Najlepsze na Świecie, nie miałyby dzisiaj siły przebicia. A w sumie było to całkiem niedawno. Jeszcze kilka lat temu, wizyta w tym biurze należała do moich codziennych rytuałów…

Pani Grażyna – w dzisiejszym żargonie – Key Account Manager, czyli kierownik ds. kluczowych klientów – pełniła tę rolę lepiej niż dzisiaj robi to niejeden doskonale w tym celu przeszkolony pracownik. Miała bowiem lata doświadczeń i niebywałą intuicję do ludzi. Jej kluczowymi klientami byli zarówno pracownicy okolicznych ambasad, ważnych instytucji czy biur, jak i mieszkańcy z sąsiedztwa, a niekiedy zziębnięci pijaczkowie, czy nieustannie protestujący pod niedalekim Sejmem górnicy i hutnicy, murarze i drukarze, pielęgniarki i słuchacze …, dla których pani Grażyna cierpliwie kopiowała teksty ich postulatów i odezw. Zdarzali się klienci trudni, marudni, wymagający – wszyscy jednak wychodzili z Najlepszego Biura z poczuciem, że ich sprawa, prośba, czy zlecenie zostały dobrze załatwione. Dziś powiedzielibyśmy – profesjonalnie.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że pierwsze kroki w zawodzie tłumacza przysięgłego stawiałam właśnie pod skrzydłami Najlepszego Biura na Świecie i bardzo dużo się tam nauczyłam, nie tylko zawodowo, ale też zwyczajnie, po ludzku. W tekście Tłumacz jak chirurg pisałam o sytuacjach, które wymagają od nas, tłumaczy, szczególnych umiejętności kontaktowania się z klientem. Po wielu latach pracy w tym zawodzie – której początki wiążę z Najlepszym Biurem – wiem, że tej sztuki nie można nauczyć się na studiach, kursach czy z książek. Trzeba do tego czasu, sympatii do ludzi, zrozumienia ich problemów, a czasem zwykłej do nich cierpliwości. Cechy te sumuje jedno słowo – empatia, którego – z uwagi na źródłosłów – trochę boję się tu użyć. Greckie empátheia oznacza bowiem … cierpienie. Ale przecież nikt nie obiecywał, że w tym fachu będzie łatwo …  🙂

Hanna Szulczewska

Komentarze
Dodaj Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives