… the ideal lesson, czyli w poszukiwaniu skutecznej metody nauki języka angielskiego
dostępne języki: pl

Muszę od razu powiedzieć, że bardzo nie lubię słowa „lekcja”. Pod żadnym względem. Nie lubię jego wyglądu, brzmienia ani znaczenia. Graficznie brak mu proporcji i równowagi; słowo chwieje się po ciężarem wysokiego „l”, „k” i zawiniętego do dołu „j” (nie bez powodu zwanego niegdyś „jotą ogoniastą” 🙂  ). Natomiast znaczenie tego słowa odbieram przez pryzmat negatywnych raczej niż pozytywnych konotacji. „Dał mu niezłą lekcję.” „Dostała od życia prawdziwą lekcję.” „To była dopiero lekcja cierpliwości.” …

Skąd więc „lekcja idealna”? Od dawna zastanawiam się, czy takie zjawisko w ogóle istnieje. Dlaczego po tylu latach pracy nie jestem w stanie  wyróżnić idealnego zestawu cech i elementów, które sprawią, że każde zajęcia językowe będą jednakowo ciekawe i pożyteczne, będą uczyć i dadzą poczucie dobrze spędzonego czasu? Dlaczego bywa, że wzorcowo przygotowane zajęcia są w stanie skutecznie zanudzić wszystkich, nauczyciela nie wyłączając, a pełna improwizacja lektora przekłada się nieraz na pełną satysfakcję słuchaczy?

Usiłuję przypomnieć sobie lekcję, o której mogłabym powiedzieć: „to jest to!” Przykład, który przychodzi mi od razu do głowy, na pierwszy rzut oka nie wydaje się dla mnie zbyt chwalebny. Były to zajęcia akademickie, podczas których słowem się prawie nie odezwałam… Mówili oni – moi uczniowie. Nie to jednak było najważniejsze; oni po prostu wzięli te zajęcia swoje ręce. Jeden ze studentów miał próbę prezentacji przygotowanej wcześniej na ważne seminarium. Jako że był „nowy” i nie znał kryteriów oceny, ani – co istotne – zwyczajów pewnego profesora 🙂 , pozostali doktoranci dwoili się i troili, by mu pomóc. Dodać trzeba, że kontekst komunikacyjny – z uwagi na fakt, że student był obcokrajowcem i angielski był jedynym wspólnym językiem w grupie – był naturalny i realistyczny. Z metodycznego punktu widzenia było tam wszystko: począwszy od zadawania pytań poprzez objaśnianie, polecenia i instrukcje, stawianie hipotez (tryb warunkowy), parafrazowanie, wzajemne korygowanie wymowy i intonacji, słownictwa i błędów gramatycznych, zwrócenie uwagi na rejestr językowy, skończywszy na języku ciała. Co najważniejsze, wszystko to „wyszło od nich”; mój udział w zajęciach był minimalny, a wręcz mogło mnie tam w ogóle nie być, bo dzięki zaangażowaniu, nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi 🙂 . Jeżeli dobrze rozumiem pojęcie independent learner (osoba samodzielna w uczeniu się), to moja ówczesna grupa była zbiorem takich właśnie osób. Ich samodzielność i niezależność nie była przeszkodą, lecz dzięki współdziałaniu przyczyniła się do spójnego efektu zajęć, mądrze zwanego synergią.

Jak więc to zrobić, by lekcja języka nie kojarzyła się z negatywnymi konotacjami mojego ulubionego słowa, nie była przysłowiową nauczką, którą studenci tak sobie zapamiętają, że nigdy więcej nie zapiszą się na żaden kurs językowy? Myślę, że należy tu zastanowić się nad rolą nauczyciela. Pamiętam, że podczas tamtej idealnej lekcji nie raz chciałam się wtrącić. Coś mi jednak cały czas mówiło: „Pozwól im!” Ścierpiałam więc kilka błędów, nieidealną formę dyskusji, czy upstrzone kolorami tęczy, kiczowate slajdy prezentacji. To nie mnie miały się one podobać, lecz spełniać kryteria oceny wymagane przez wspomnianego profesora. I tego właśnie, w języku angielskim, nauczyli nowego studenta jego starsi stażem koledzy. Akurat wtedy, w tym, co robili byli ode mnie o wiele bardziej wiarygodni. Moją rolą było tylko  u m o ż l i w i e n i e  sytuacji, w której uczniowie mogli wziąć uczenie się w swoje ręce i skutecznie komunikować się w języku obcym.

Jeżeli macie podobne przemyślenia, zadajecie sobie podobne pytania, napiszcie!

Hanna Szulczewska

www.puenta.eu

… the ideal lesson

… the ideal lesson

Komentarze
  • […] się tym, co motywuje tylko mnie samą. Paradoks ten niesie odpowiedź na wspomniane już na blogu pytanie: dlaczego świetnie przygotowane zajęcia okazują się czasem totalną porażką? Dlatego, że ich […]

  • Aśka pisze:

    W pełni się zgadzam, że taka lekcja jest idealna.
    W podobnym kontekście poszłam o krok dalej, spisywałam w trakcie jakieś błędy i wyświetlilam je na ekranie, studenci sami się poprawiali i zajęcia zakończyły się pełnym sukcesem.
    Polecam wszelkiego rodzaju dyskusje, a tematy przytaczane niech będą w zakresie zainteresowań studentów, a nie naszych bądź autorów podręcznika

  • Hania pisze:

    Zdecydowanie tak! – to nasi studenci są największą kopalnią pomysłów, z których możemy korzystać z powodzeniem – dla nich i nas samych.

  • Dodaj Komentarz

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives