„Niedziela na Głównym”, czyli nasz klient, nasz pan
dostępne języki: pl

Szanowni Państwo, cóż to była za piosenka …

… kultowa po prostu, lecz nawet Wojciech Młynarski nie przewidział absurdu, jaki potrafi zafundować … samo życie. Nie w Polsce tym razem, lecz w Wielkiej Brytanii. Kiedy wiele lat temu rozpoczęto na Wyspach prywatyzację kolei, a ruch pociągów zaczęły kontrolować różne prywatne przedsiębiorstwa, pasażerowie poddani zostali próbie wcale nie organizacyjnej, lecz językowej wytrzymałości słysząc na dworcu zapowiedź, w której zamiast znajomo brzmiącego zwrotu „passengers” pojawił się raptem komunikat „Customers are kindly requested to …”. Tak jakby nazwanie pasażera linii kolejowych klientem miało nobilitować lub przekonać, że teraz podróżny będzie inaczej traktowany, w myśl zasady „nasz klient, nasz pan”.

W dobie marketingu czy politycznej poprawności to, w jaki sposób pewne zjawiska, osoby czy rzeczy określimy ma mieć moc sprawczą: one mają się  s t a ć  takimi, jakimi zostaną nazwane. Zasada, która działa może w reklamie, na wiele obszarów życia jednak się nie przekłada. Tak jak nazywając pasażera klientem, brytyjskie spółki kolejowe naraziły się tylko na pobłażliwe dowcipy, tak sztuczne przedefiniowanie ról w innych dziedzinach na ogół nie przynosi zamierzonych efektów.

Piszę ten artykuł na zakończenie kolejnego już roku akademickiego / szkolnego, w każdym razie przed wakacjami, których w tym roku doczekać się wprost nie mogę. Tym razem satysfakcję przyćmiewa trochę znużenie powodowane nowym stylem, który przyjął się na rynku, a jest prawdopodobnie wynikiem dużej konkurencji między szkołami językowymi. Styl ten to wspomniana już zasada „nasz klient, nasz pan”. A skoro tak, to … pełna współpraca, elastyczność i dostosowanie do potrzeb jednej tylko strony. A więc zajęcia w biurze, w kawiarni, w pociągu, o świcie czy późnym wieczorem, raz na tydzień, dwa, a może i raz na kwartał, jeżeli na więcej nie pozwala biznesowy terminarz naszego słuchacza, przepraszam … klienta. W porządku. Nie zapominajmy jednak o drugiej stronie medalu. Ta nazywa się „płacę i wymagam”. Nasz klient, zapłaciwszy przecież niemało za – jak należałoby w tej relacji rozumieć – u s ł u g ę, ma prawo jej żądać, a więc oczekuje, że w ten sposób języka obcego się … nauczy ? … zostanie nauczony ? a może po prostu nabędzie tę umiejętność niczym towar w sklepie?

Na łamach naszego bloga pisaliśmy już wielokrotnie o tym, że nauka języka jest procesem, często długotrwałym, wymagającym własnego zaangażowania, motywacji i współpracy słuchacza z lektorem. Zabieganym polecamy na wakacje lekturę kilku wcześniejszych postów na ten temat, poczynając choćby od Walec wyrówna … by nie zboczyć z dobrze obranego kierunku. No i życzymy, by nasz avion à destination New York nie zmienił się w … pospieszny do Kutna, gdy z braku czasu przeoczymy jakiś ważny dla nas komunikat w języku obcym … Zresztą posłuchajcie

Hanna Szulczewska

www.puenta.eu

Mistrz

Komentarze
Dodaj Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives