Język w podróży, czyli szybka metoda nauki obcego zalecana przed każdym wyjazdem
dostępne języki: pl

Londyn. Podróż służbowa. Kiedyś atrakcja: inny kraj – inny świat; sklepy, inni ludzie, wszystko nowe. Dziś taka podróż to raczej jeden z obowiązków. Stres, rano wylot, cały dzień spotkania i prezentacje, krótka noc w hotelu, rano powrót. Jeden „Guinness” w pubie przypomniał mi, że to Wielka Brytania.

Wieczorem półżywy przychodzę do hotelu. Odbieram klucz i marzę tylko, żeby jak najszybciej pójść spać. Jest jednak problem – w łazience nie ma ręcznika. Zbiegam do recepcji i proszę o… – no właśnie –  jak jest ręcznik po angielsku? Wiem jak jest faktura, dostawa, termin płatności czy rachunek zysków i strat; znam „passive voice” i mowę zależną,  ale jak jest ręcznik? To słówko poznałem na pierwszych lekcjach angielskiego 20-30 lat temu, mimo że jest „proste” i codzienne, nigdy go nie używałem. I zapomniałem.

Czy Wy także nie pamiętacie już tych prostych słów z życia codziennego, jak ręcznik, dywan, sufit czy umywalka, których uczyliście się dawno, dawno temu…? Czy to wstyd ich nie pamiętać? A może powinienem kupić sobie „Angielski dla początkujących” lub „Rozmówki”? A może ja po prostu nie znam angielskiego…? 🙂

Piotr Dudziński

Komentarze
  • hs pisze:

    Piotrze, opisana przez Ciebie sytuacja przypomina mi historię pewnej mojej znajomej, która kończyła anglistykę w latach siedemdziesiątych. Podczas pierwszego pobytu w Wielkiej Brytanii stwierdziła, że chociaż wie doskonale jak nazywają się po angielsku wszystkie części zbroi średniowiecznego rycerza, nie potrafi kupić biletu w kasie londyńskiego metra …
    Hanna

  • […] Sytuacja opisana przez Piotra jest jedną z bardziej typowych … Przeczytajcie. […]

  • Dodaj Komentarz

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives