Co ma wspólnego Steve Jobs z Marią Skłodowską-Curie, czyli o motywacji do nauki języka obcego praktycznie
dostępne języki: pl

Po pierwsze, motywacja! Mam ją zawsze na myśli, kiedy przygotowuję się do zajęć, które – wiem – są trudne, niewdzięczne, nielubiane przez studentów i mnie samą. Z pewnością każdy nauczyciel ma swoją prywatną listę takich zagadnień.

W moim przypadku jest to pisanie. Powinnam raczej powiedzieć „w przypadku moich studentów”, bo przecież ja sama pisać lubię. Ale zaraz – czy to możliwe, by moi słuchacze niemal w stu procentach wykazywali tę samą niechęć do słowa pisanego? A może błąd tkwi w moim podejściu do tego zadania? Tak czy inaczej, intuicja podpowiada, by zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę – motywację.

Proponuję wziąć się na sposób. Oto dwa podejścia do tematu, które wypróbowałam ostatnio, z całkiem niezłym skutkiem.

Zadanie pierwsze – pełna kontrola.

Zadanie trudniejsze z punktu widzenia motywacji, bo w pewnej mierze musi być ono piszącemu narzucone. Nie będę bowiem w stanie kontrolować obszaru, w którym pozostawię piszącym całkowicie wolną rękę. A kontrolować powinnam, bo chcę nauczyć pewnej formy wypowiedzi, która musi spełniać konkretne kryteria. Mówię tu zwłaszcza o formach wymaganych na egzaminach, maturze itp., jak raport, list, czy nudna jak nie wiem rozprawka „za i przeciw”. Jedną z nich – typową dla kursów Business English i EAP (English for Academic Purposes) – jest list motywacyjny. Metoda najprostsza i sprawdzona to napisanie listu, jaki słuchacz prędzej czy później i tak będzie musiał napisać starając się pracę. Metoda prosta, ale niestety czysto instrumentalna, a więc mało twórcza. Najczęściej prowadzi ona do powstania „gotowca”, który będzie w przyszłości powielany w identycznej formie, bez względu na rodzaj poszukiwanego zatrudnienia. Marna to motywacja. Proponuję więc coś bardziej inspirującego: wypełnienie „szkieletu” typowego listu motywacyjnego treścią, która wymaga odrobiny wyobraźni, refleksji, samodzielnego wyboru ciekawej postaci, i wreszcie – zdobycia informacji, na podstawie których inni będą się mogli czegoś nauczyć. Ja – dzięki temu zadaniu – dowiedziałam się na przykład, kim była Dorothy Crowfoot Hodgkin,  czym szczegółowo zajmowała się Maria Skłodowska-Curie oraz że Alexander Fleming to nie tylko penicylina.

Zadanie drugie – pełna swoboda

Ostatnio wykorzystałam tę metodę nie mając za grosz wiary w jej powodzenie 🙂 . Nie wątpiłam w sam sposób, lecz raczej w wytrwałość słuchacza, który postanowił po prostu… pisać – na dowolny, samodzielnie wybrany temat, bez żadnych ograniczeń ani narzuconych zasad. Tym bardziej szczerze się ucieszyłam zobaczywszy, że to jednak działa, przynosi dobry efekt i – co najciekawsze – tworzy pewien mechanizm, którego istotą jest właśnie motywacja. W moim zamierzeniu, metoda ta miała być sposobem na powtarzające się błędy i pewien chaos językowy przejawiający się w mówieniu. Napisany tekst daje bowiem możliwość „usłyszenia” samego siebie, zobaczenia, jak „wygląda” moja wypowiedź. A ta robi czasem niemałe wrażenie, zwłaszcza gdy jest pokiereszowana ołówkiem nauczyciela. W tym miejscu powinnam napisać choćby krótko o skutecznym poprawianiu, ale poświęcę temu kiedyś inny wpis na blogu. Powiem tylko, że w opisywanym przypadku, kolejne prace pisemne są coraz lepsze, co stwarza wspomniany mechanizm motywujący autora do dalszego pisania. A ja poprawianie błędów zastępuję stopniowo podkreślaniem sukcesów – zdań, w których wiadomo, kto jest sprawcą, a kto obiektem zamieszania 🙂 (chodzi o istotną w języku angielskim kolejność: podmiot – orzeczenie – dopełnienie), wyrażeń typowo angielskich, zamiast tłumaczonych dosłownie z polskiego, czy usiłowania wyrażenia bardziej złożonych treści, co wymaga bardziej zaawansowanych struktur (to „usiłowanie” jest bardzo ważne i twórcze w procesie uczenia się języka). A przy okazji nie sądziłam, że tak wielu rzeczy nauczę się sama dzięki tym lekturom. Okazało się na przykład, że stanowczo nie wiem jeszcze wszystkiego o Stevie Jobsie, dowiedziałam się też, czego unikać podczas remontu mieszkania (samo życie), a może, zachęcona recenzją,  sięgnę nawet po „Grę o tron”, o co nigdy bym siebie nie podejrzewała. Żaden z powyższych tematów nie był moim pomysłem. Wszystkie wymyślił ich autor, i sam o nich napisał. Bo miał motywację.

PS. Jeżeli chcesz przekonać się, że pisanie ma sens i przeczytać prace studentów, kliknij na odpowiedni link. Teksty publikuję za zgodą ich autorów.

Hanna Szulczewska

www.puenta.eu

maria s-c

Maria Skłodowska-Curie niedawno w Warszawie

Etykiety: , ,
Komentarze
  • […] już wiele o motywacji, z praktycznego i teoretycznego punktu widzenia. W każdym z tekstów zajmowaliśmy się motywacją do nauki […]

  • […] zainteresowanych, więcej o roli motywacji w uczeniu się piszemy w naszych wcześniejszych postach Co ma wspólnego Steve Jobs z Marią Skłodowską-Curie, czyli o motywacji do nauki języka obcego p… i Motywacja – trudna […]

  • Dodaj Komentarz

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    ok
  • Autorzy postów

  • Popular articles

  • Najnowsze komentarze

  • Archives